PTTK o/Kalisz

Koło Przewodnickie

XLVI Kaliszobranie

Raz czy dwa razy w roku - zwykle w porze letniej, gdy przyroda wokół cieszy się pełnią życia - kaliscy przewodnicy PTTK zabierają miłośników Kaliszobrań poza miasto. Tak też było sobotę 22 czerwca, kiedy w ramach 46 edycji tej imprezy jej uczestnicy poznawali graniczącą z miastem gminę Blizanów. W prologu zajechali nawet do Chocza, gdzie mieli okazję zobaczyć chocką kolegiatę Wniebowzięcia N.M.P. i sąsiadujący z nią pałac infułatów oraz poreformacki kościół p.w. św. Michała Archanioła. A później była już autokarowa wędrówka szlakiem dworków i - w większości drewnianych - świątyń. Wśród tych pierwszych podziw wzbudził odrestaurowany dwór w Jarantowie, zadumę nad przemijaniem - resztki tychże w Brudzewie czy Jastrzębnikach. Natomiast kościoły - to prawdziwe perełki. Najpierw murowany neogotyk z Brudzewa, potem kolejno drewniane, znacznie starsze od tego z kaliskiego Zawodzia obiekty w Lipem, Blizanowie i Pamięcinie. Na podkreślenie zasługuje fakt gościnnego przyjęcia, mimo młodych par czekających już niemal w kruchcie na udzielenie im ślubu, przez księży - zwłaszcza w Brudzewie księdza Andrzeja Lewandowskiego i w Blizanowie - księdza Tomasza Strzeleckiego. Gospodarze nie dość, że niemal wyręczali w komentarzu przewodników to uzupełniali go dodatkowymi "smaczkami" i ciekawostkami dotyczącymi wyposażenia świątyń. Dzień był piękny, skowronki śpiewały nad łanami zbóż - prowadzący tym razem całość imprezy Włodzimierz Mikołajczyk i tradycyjnie wspomagający Piotr Sobolewski zaproponowali więc również kwadrans spaceru wśród blizanowskich pól. Po nim lekko utrudzonych wędrowców podjął napojami i ciastem w miejscowym GOK-u jego dyrektor - Stanisław Miklas. Sącząc kawę czy herbatę w ramach tradycyjnego "five o’clock" kaliszobrańcy oglądali dzieła plastyków z poplenerowej wystawy obrazów i porządkowali swą wiedzę o atrakcjach gminy. Zresztą ciekawostki - a czasem i plotki - o historii i współczesności mijanych miejscowości i ich mieszkańców przewodnicy serwowali przez całą podróż. A na końcu pasażerom autokaru - cały niemal czas sunącemu nadprośniańskim tarasem, wzdłuż dawnej granicy zaborów - ukazała się urzekająca panorama Kalisza z perspektywy północno-wschodnich przedmieść. Na horyzoncie spod ziemi wyłaniały się dobrzeckie drapacze chmur a potem - już znacznie bliżej - wieże śródmiejskich obiektów. Piękny Kalisz w promieniach zachodzącego słońca szykował się powoli do snu...

Tekst: Piotr Sobolewski
Zdjęcia: Zbigniew Pol